🔦 Niezbędne wyposażenie rowerowego turysty



Mam już rower, chcę zacząć uprawiać rowerowe wędrówki, co powinienem jeszcze mieć? Dziś przedstawię 3 najważniejsze elementy wyposażenia, które powinien mieć ze sobą każdy rowerowy turysta. 

Często wśród rowerzystów, szczególnie tych początkujących widzę zbyt duże skupienie się na "gadżetach" a zbyt małe na rzeczach podstawowych. Nowy wypasiony licznik, ultra wygodny bidon, najnowszy model koszulki, sakw, torebek itd. Zapomina się jednak o rzeczach niezbędnych lub traktuje je trochę po "macoszemu". Niestety dość często potrafi się to zemścić, oczywiście w najmniej spodziewanym i pożądanym momencie.


No to lecimy.



1. Kask rowerowy.

Temat nie wiedząc czemu, wciąż kontrowersyjny wśród dużej części rowerowej społeczności. Moim zdaniem jeśli miałbym wybrać z tych 3 rzecz najważniejszą, to byłby właśnie kask. Dlaczego? Brak pozostałych rzeczy w ekwipunku nie wpłynie bezpośrednio tak mocno na nasze zdrowie i życie. Zatrzymam się w tym punkcie na dłużej, aby szerzej wytłumaczyć dlaczego kask jest taki ważny, a przy okazji obalę kilka mitów z nim związanych.

Zaczniemy od mitów.
  • Kask jest drogi, to niepotrzebny dodatkowy wydatek. Nieprawda. Kask spełniający normy bezpieczeństwa kupicie już za 100 zł. Czy to duża cena za nasze bezpieczeństwo? Moim zdaniem nie. 
  • To tylko gadżet, kawałek "styropianu" nic nie da, jeśli będę miał wypadek. Owszem, jeśli zderzysz się z rozpędzonym tirem czy autem, kask może niewiele pomóc. Jednak w każdej innej sytuacji może ocalić życie a także zmniejszyć ryzyko uszczerbków na zdrowiu i naszej sprawności. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że głowa to najważniejsza część ciała?
  • Jeżdżenie w kasku jest bardzo niewygodne, kask uwiera, jest w nim gorąco. Kompletna bzdura. Jeżeli tak uważasz, to musisz mieć źle dobrany kask, lub źle wyregulowany. Kaski różnią się ilością otworów wentylacyjnych, wagą, systemem mocowania pasków itd. Wybór jest tak szeroki, że każdy znajdzie taki, który będzie wygodny. I tu uwaga, nawet kaski "budżetowe", dobrze dobrane zapewnią mega komfort. Jeśli nie jesteś sportowcem wyczynowym, zapewniają wystarczający poziom bezpieczeństwa i komfortu. Zdarza mi się, że jeżdżę w kasku non stop przez dwa tygodnie, przez cały dzień mając go na głowie, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czuć w nim niekomfortowo. Do kasku trzeba się przyzwyczaić, jak do każdego nakrycia głowy, ale zapewniam, że już po tygodniu nie będziecie zwracać na niego uwagę. Ja często po jeździe zapominam zdjąć go z głowy. 

Jeżeli jeszcze nie czujecie się przekonani, podam Wam dwa prawdziwe przykłady z własnego doświadczenia dobrze obrazujące, co daje kask, a co jego brak.

Kiedy zaczynałem rowerowe wędrówki, nie miałem kasku, nie był on zresztą wtedy jeszcze dość powszechny. Na jednej z wycieczek na trasie miałem długi zjazd żwirową drogą, nie miałem wtedy jeszcze dużych umiejętności zjazdowych i doświadczenia z różną nawierzchnią pod kołami. Jak się okazało podczas zjazdu żwir nie był zbity, ja jadąc z dużą prędkością dosłownie stanąłem dęba, a bardziej mój rower a ja poleciałem długim lotem koszącym upadając na żwir i turlając się w dół zbocza. Prócz zadrapań i otarć na nogach i rękach nic mi się nie stało, ale jako, że nie miałem kasku, tył głowy dosłownie mi oskalpowało z włosów, kiedy głowa zsuwała się po żwirze niczym po tarce. Nie miałem oczywiście apteczki, wdało się zakażenie, włosy odrastały mi pół roku. Miesiąc po zdarzeniu kupiłem pierwszy kask.

Drugie przykładowe zdarzenie miało miejsce podczas przejazdu przez most kolejowy. Jechałem jedynie może 15-16 km/h, jednak chwila nieuwagi i przednie koło wpadło w dziurę między podestem z desek a szyną. Te klinując się zatrzymało rower a ja lotem przez kierownicę wystrzeliłem jak z procy. Uderzyłem głową w element torowiska, miałem kask. Nic prócz otarć i zadrapań mi się nie stało. Otrzepałem się i pojechałem dalej. Kiedy na następnym przystanku zdjąłem kask zrobiło mi się gorąco. Z boku kasku w miejscu skroni był wyraźny ślad uderzenia, głębokie wgniecenie. Był to ślad po uderzeniu metalowej śruby mocującej szynę. Co by było, gdybym nie miał wtedy kasku? Nie chcę nawet myśleć. 


Jaki kask wybrać? Do wyboru do koloru. Modeli jest tyle, że każdy coś dla siebie znajdzie. Kaski dzielą się pod różny typ jazdy, kaski szosowe (najlżejsze), MTB itd. Najważniejszą rzeczą jest, aby kask posiadał europejskie certyfikaty bezpieczeństwa i był prawidłowo dobrany do naszej głowy. Prawidłowo, czyli jak? Tak, aby nie był za mały ani za duży. Kask musi kończyć się tuż nad uchem, musi się pewnie trzymać głowy, nie może przy ruchach głowy zsuwać się na oczy, do tyłu ani na boki. Do regulacji służy pokrętło z tyłu kasku, którym dostosujemy obwód kasku do naszej głowy. Powinien być tak ustawiony, aby kask trzymał się stabilnie, ale nie powodując też ucisku. Drugą regulacją są paski. Paski z dwóch stron mają się schodzić pod uchem. Pasek ma być zapięty pod gardłem, nie na szczęce. Paski mają być napięte, ale tak aby dało się pod nie wsadzić jeszcze dwa palce. Jeśli po takiej regulacji kask dalej nie trzyma się stabilnie, to regulację trzeba powtórzyć lub może to oznaczać, że jego rozmiar jest jednak dla nas zły. O zgrozo dość często widuję ludzi w drogich, markowych kaskach, a ich paski zamiast być zapięte, wesoło dyndają rozpięte, lub są luźne jak gumka w majtach. Takie noszenie kasku w ogóle nie ma sensu, przy upadku kompletnie nie zapewni nam żadnego bezpieczeństwa.

Moją preferencją przy wyborze kasku jest to, aby był on w jasnych kolorach, co ma znaczenie podczas jazdy latem, nie nagrzewa się tak bardzo od słońca oraz aby posiadał daszek, który dodatkowo chroni moje oczy i twarz przed promieniami słońca.

Na koniec najważniejsze, jeżeli uderzyłeś mocniej w kask w jakikolwiek sposób, kask należy wyrzucić, nawet jak nie widać na nim żadnych śladów uszkodzenia. Kask jest tak zbudowany, że przy uderzeniu ma pochłaniać jego siłę, przy dużej sile rozpada się na kawałki, rozpraszając energię. Wtedy mówi się, że kask spełnił swoją rolę. Jeśli jednak nie ma śladów uderzenia, pomimo że miało miejsce, nie oznacza to, że kask jest dalej zdatny do użytku.W miejscu uderzenia jego konstrukcja może być uszkodzona, nawet jak z zewnątrz tego nie widzimy. Po 4-5 latach używania kask trzeba też wymienić na nowy, nawet jak nie był uderzony. Skorupa kasku wystawiana przez długi czas na słońce, deszcz, zmianę temperatur ulega stopniowemu niszczeniu i traceniu pożądanych właściwości.



2. Oświetlenie rowerowe.

W przypadku tych elementów prawo mówi jasno, jadąc po zmierzchu masz obowiązek mieć oświetlenie z przodu i z tyłu, kropka. Nie masz, możesz dostać mandat. Jednak podobnie, jak w przypadku kasku chodzi o nasze bezpieczeństwo. Ze świateł powinno się korzystać nie tylko nocą, ale i przed zmierzchem, o świcie, w złych warunkach atmosferycznych, ale i czasami w dzień nie zaszkodzi, np. jadąc przez ciemny las krętą drogą. Białe światło z przodu, czerwone z tyłu. Jestem zdania, że lepiej mieć dwie dobre lampki niż 10 słabych, którymi obwiesimy rower jak choinkę. Choć w niektórych sytuacjach może to być wskazane. Piszę tu oczywiście o lampkach sygnalizacyjnych nie doświetlających. Jeśli jeździsz często nocą, zwłaszcza po gorszej nawierzchni musisz mieć dodatkową mocniejszą lampkę z przodu. Dobra lampka sygnalizacyjna z nowoczesnymi mocnymi diodami w sytuacjach awaryjnych jednak również wystarczająco nam doświetli drogę na krótszych odcinkach. W przypadku lampek sygnalizacyjnych nie ma co przesadzać z ich mocą, producenci mamią nas liczbami, ta ma 150, ta ma 300 lumenów. Po cholerę nam takie latarnie? Mamy być widoczni, ale nie mamy oślepiać też silnym światłem innych użytkowników dróg. Nie muszę przypominać, jaką moc przed erą nowoczesnych ledów miały stare lampki rowerowe napędzane choćby za pomocą dynama. Moim zdaniem wystarczy 10-20 lumenów z tyłu i 50-100 z przodu. To dobry kompromis między mocą a apetytem na prąd z akumulatorów. 


Względem zasilania, ja w tym roku przerzuciłem się w końcu na lampki zasilane wbudowanymi akumulatorami, które można ładować przez USB. Miałem dość ciągłej wymiany baterii i pilnowaniu czy nie czas może je wymienić zanim padną. Dziś w dobie powerbanków itd., nie ma to w ogóle praktycznie sensu. Obecnie korzystam z lampek firmy Mactronic, model DuoSlim. Dwie tak samo zbudowane lampki, białe ledy na przód, czerwone na tył. Małe, lekkie, odporne na deszcz, wydajne akumulatory, informacja o konieczności ładowania, uniwersalne i łatwe w montażu zaczepy, dużo trybów pracy, łatwa ich zmiana. Jestem w pełni zadowolony. 


Ja używam z tyłu światła migającego, z przodu światła stałego. Moc dostosowuję do panujących warunków.



3. Serwis rowerowe ze sobą.

Jest zazwyczaj tak, że mamy za sobą 100 wyjazdów, żadnej usterki i kiedy jesteśmy na 101 to wtedy spotyka nas jakaś awaria, oczywiście w najmniej spodziewanym momencie i miejscu. Dlatego warto być przygotowanym na taką okoliczność. Czy oznacza to, że mamy wozić ze sobą skrzynkę narzędziową i worek zapasowych części? Jeśli nie planujesz jechać w odludne tereny na długi czas to oczywiście nie. Często wystarczy kilka podstawowych narzędzi i rzeczy. Poważniejszych usterek nie usuniemy, ale jeśli złapiemy kapcia i nie będziemy mogli tego naprawić, to będzie to tylko nasza głupota i beztroska. Zmarnujemy sobie mnóstwo czasu, nerwów i w efekcie cały wyjazd. Zwłaszcza jak jedziemy sami, bo jadąc z kimś mamy jeszcze szansę na pomoc. Uważam jednak, że każdy rowerowy turysta powinien być samowystarczalny, bo różne są okoliczności, czasami może się tak zdarzyć, że np. jedzie z nami 5 osób, ale nikt z nich nie ma serwisu, lub mają dętki, które nie będą pasowały do naszego roweru. Lub wszyscy mają zapasowe dętki, ale nikt nie ma pompki, bo i wierzcie spotykałem i takie sytuacje. 



Co jest w mojej torebce serwisowej przy rowerze?

  • Jedna zapasowa dętka we właściwym rozmiarze i z odpowiednim wentylem.
  • Dwie łyżki do zdejmowania opon (uważajcie na te najtańsze wykonane z lichego plastiku, pękają od patrzenia).
  • Zestaw kluczy inbusowych z małym awaryjnym skuwaczem. Większość współczesnych rowerów posiada jedynie śruby na inbus, nie potrzeba więc innych kluczy oczkowych np., ale zwróć uwagę na typ śrub w swoim rowerze. Skuwacz przydaje się nam kiedy zerwiemy łańcuch, bez tego narzędzia ponowne jego skucie będzie niemożliwe, choć prawdopodobieństwo zerwania łańcucha jest bardzo małe. Łańcuch musiałby być bardzo zużyty, nie czyszczony, poddawany maksymalnym obciążeniom, zwłaszcza bocznym. 
  • Małe kombinerki - przydają się w wielu zastosowaniach.
  • Taśma izolacyjna - wielorakie zastosowanie.
  • Łatki samoprzylepne - idealne na szybki serwis przebitej dętki. Zdają egzamin na krótkich odcinkach, wystarczą, aby dojechać do sklepu, czy noclegu, gdzie będziemy mieć czas na porządne załatanie normalną łatką.
  • Trytyki, złoty wynalazek, przydane w różnych sytuacjach, kiedy trzeba coś przyczepić, ustabilizować itp. 
  • Kilka śrubek z zakrętkami i podkładkami.


  • Pompka rowerowa. Ja korzystam obecnie z małej składanej pompki teleskopowej z wężykiem i manometrem. Manometr przydaje się do precyzyjnej regulacji ciśnienia w oponach. Kupując tańsze zwracajcie uwagę na mocowanie tłoków, powinno być gwintowane (dać się odkręcić). Unikajcie tych mocowanych na sztywno, zazwyczaj mocowane są na klei, który pod wpływem temperatury wytwarzającej się podczas pompowania rozpuszcza się, pompka staje się nieszczelna, a co gorsza, rozpada się na części. 
  • Para rękawiczek. Po co brudzić sobie dłonie podczas pracy?
  • Kawałek szmatki.
  • Kawałek mocnego rzepa, jeśli urwie się jakieś mocowanie np. torebki.
  • Mały pojemniczek ze smarem do łożysk, czasami się przydaje, jak coś skrzypi, piszczy, ociera.
  • Jeśli jadę na więcej niż 2-3 dni w saszetce mam jeszcze trochę oleju do łańcucha
  • Na dłuższe wypady zabieram też jedną zapasową linkę hamulcową i od przerzutki. 

Oczywiście czynności serwisowe trzeba przećwiczyć na sucho w domu. Co z tego, że będziemy mieli zapasową dętkę i narzędzia, jak nie będziemy umieli tego zrobić? Zapewniam, że nie jest to wcale trudne, każdy może się tego nauczyć.

Potem zostaje tylko cieszenie się przygodą ze świadomością w głowie, że jest się odpowiednio przygotowanym na różne sytuacje, jakie mogą nas spotkać w trasie.



🔦 Wędrówki ultralight. Moda, trend, a może przyszłość?


Każdy, kto zaczynał swoją przygodę z wędrówkami ostatnią rzeczą, na jaką zwracał uwagę, była waga ekwipunku. Niemal każdy przerabiał objuczone do granic możliwości plecaki, czy sakwy rowerowe. Po jakimś czasie jednak, kiedy nasz ekwipunek był rozbudowywany o bardziej specjalistyczne rzeczy dostosowane do naszych potrzeb, a jego ilość malała, zaczynaliśmy zwracać uwagę, że „podróżowanie na lekko” jest po stokroć przyjemniejsze. Jednak czy ostatnia moda na wędrówki „ultralight" to wynalazek naszych czasów? Okazuje się, że nie. Dzięki postępowi zmieniła się tylko technologia wytwarzania rzeczy, powstały nowe materiały a za tym nowe możliwości i rozwiązania. 

Nessmuk 

Popularny w świecie bushcraftu niejaki Nessmuk, a więc George Washington Sears, XIX-wieczny amerykański popularyzator „leśnego obozowania” i aktywności na łonie natury, w swoich książkach zwracał uwagę na stosowany przez siebie lekki ekwipunek, nowe rozwiązania jak np. ultralekki kajak, którym pływał. Oczywiście ta lekkość wydawałaby się na dzisiejsze czasy „ultra heavy”, ale na swój czas było to bardzo nowatorskie podejście. Wędrówki w pojedynkę, bez taboru, z małym plecakiem i podstawowym ekwipunkiem. Innym przykładem jest legendarny podróżnik z przełomu XIX i XX wieku, pierwszy zdobywca bieguna południowego Roald Amundsen. 

Roald Amundsen

Jego długie wyprawy w ekstremalnych warunkach zmuszały go do opracowywania nowych rozwiązań, które testował przez całe swoje życie. Jego pomysły, projekty miały zminimalizować wagę, ilość, wielkość a przy tym zapewnić przeżycie w różnych trudnych warunkach. Jego pamiętniki w połowie wypełniają opisy stosowanego wyposażenia. m.in. śpiworów, namiotów, nart, sanek, ubioru itd. Był maniakiem pod tym względem i uważał, że powodzenie wyprawy zależne jest głównie od właściwego przygotowania i wyposażenia w odpowiedni sprzęt. Z kolej z polskiego podwórka dobrym przykładem będzie postać Adama Karpińskiego, przedwojennego lotnika, konstruktora, oraz ojca polskiego himalaizmu. Jego zainteresowania narciarstwem, wioślarstwem, żeglarstwem a zwłaszcza wspinaczkami wysokogórskimi motywowały go, jako wykształconego konstruktora do projektowania wielu nowatorskich rozwiązań, które mógł wykorzystywać w swoich aktywnościach. 

Adam Karpiński

Zaprojektował m.in. lekki namiot wysokościowy „Akar-Ramada” czy pierwszy lekki plecak kominowy. W górach każdy gram ma znaczenie i jako zapalony alpinista i himalaista, dobrze zdawał sobie z tego sprawę i dlatego w jego prototypach ten aspekt był jednym z najważniejszych.

Jak widzimy więc, temat wędrówek na lekko, z lekkim, małym ekwipunkiem (odpowiednio na swoje czasy) to nie jest nowy wymysł firm outdoorowych, które czyhają na nasze portfele. Dążenie do znoszenia wagi i rozmiaru ekwipunku, to proces ewolucyjny, postępujący wraz z rozwojem technologicznym. 

Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie, dla kogo jest ten styl wędrowania, a dla kogo niekoniecznie?

Dla kogo wędrówki ultralight mają sens?
  • Dla osoby, która pokonuje siłą własnych mięśni duże dystanse.
  • Dla osoby, która wędruje dłużej niż 2 dni (przysłowiowy weekend).
  • Dla osoby, której zależy na szybkim wędrowaniu.
  • Dla osoby, która jest w stanie zrezygnować z odrobiny komfortu na biwaku na rzecz przyjemniejszego wędrowania.
  • Dla osoby, która zraziła się do wędrówek przez ciężki i nieporęczny ekwipunek. 
  • Dla osoby, która po przejściu 10-15 km lub np. przejechaniu rowerem 80-100 km z dotychczasowym ekwipunkiem stwierdza, że to kres jej fizycznych możliwości. 
  • Dla osób, które nie mają dużej krzepy, lub mają jakieś niepełnosprawności. 
  • Dla osób, które cenią sobie minimalizm. 
Lekki rower z bagażem na 2-tyg. wyprawę.

Dla kogo nie są wędrówki ultralight?
  • Dla osób początkujących, które kierują się tylko modą, trendem, popularnością a nie wiedzą na czym one polegają.
  • Dla osoby, która do tej pory jeździła np. rowerem z dużymi sakwami i chce jeździć z tym samym ekwipunkiem z wykorzystaniem małych toreb baikepackingowych.
  • Dla osoby, która posiada na tą chwilę tylko duży i ciężki sprzęt. 
  • Dla osoby, której jedynymi aktywnościami są wycieczki za miasto na dystansie kilku-kilkunastu kilometrów .
  • Dla osoby, która nie jest w stanie zrezygnować z niektórych potrzeb i rzeczy podczas wędrówek.

Jeżeli choć jeden punkt mówi, że to dla Ciebie – czytaj dalej. 

Lekki namiot 1-osobowy.

Teraz wymienię zalety i wady (w moim odczuciu) wędrówek ultralight:


ZALETY
  • Ekwipunek o niskiej wadze zdecydowanie podnosi komfort wędrowania.
  • Wędrówki „na lekko” pozwalają pokonywać dłuższe dystanse.
  • Minimalizują straty czasu. Mamy mniej sprzętu, na którym się skupiamy i jest on zazwyczaj prostszy w użytkowaniu a co za idzie czas na jego rozkładanie/składanie jest krótszy. 
  • Sprzęt nie ogranicza nas gabarytowo i wagowo ( transport samolotem, wnoszenie bagażu, roweru do pociągu, przechodzenie/przejeżdżanie przez przeszkody itp.) 
  • Osiągnięcie trudnych celów staje się o wiele łatwiejsze.
  • Mniejsze zmęczenie po całym dniu wędrówki.
2-dniowy wypad z noclegiem w terenie. Lekki rower oraz bagaż spakowany w dwie torby bikepackingowe.


WADY

  • Sprzęt ultralight jest zazwyczaj wykonany z lżejszych, ale delikatniejszych materiałów, trzeba na niego bardziej uważać.
  • Używając małych plecaków, sakw, toreb, trzeba bardziej rozmyślnie umieszczać w nich swoje rzeczy, tak aby wszystko się zmieściło a rzeczy najważniejsze były pod ręką. 
  • Niekiedy wędrowanie „na lekko” wiążę się z koniecznością zrezygnowania z komfortu na biwaku.
  • Sprzęt ultralight jest zdecydowanie droższy od zwykłego. 
  • Aby móc docenić zalety tego typu rozwiązań, trzeba posiadać minimalne doświadczenie i wiedzę na temat sprzętu, materiałów itd. (czasami napis na produkcie „ultralight” to tylko chwyt marketingowy). 
Lekki i mały palnik gazowy oraz lekki metalowy kubek do gotowania.


Czego dotyczy sprzęt ultralight?

  • lekkie schronienie: tarp, namiot, płachta biwakowa
  • lekki śpiwór 
  • lekkie buty
  • lekki plecak, lekkie sakwy, torby itd. 
  • lekki materac, karimata itd. 
  • lekkie naczynia, palnik, paliwo do kuchenki 
  • lekkie jedzenie np. liofilizaty 
  • lekki rower, kajak
  • lekkie ubrania.
Plandeka + moskitera ultralight zapewniające bardzo komfortowy wypoczynek w terenie. Waga razem: 470 g


Moje doświadczenia i spostrzeżenia.

W moich aktywnościach, zwłaszcza, kiedy realizuje dłuższe wędrówki waga sprzętu ma znaczenie. Kiedy zacząłem używać lżejszego ekwipunku, a przede wszystkim zacząłem zabierać go coraz mniej ze sobą zdecydowanie odczułem większą przyjemność z moich wędrówek. Większy komfort, większa przyjemność, mniej dolegliwości, większe możliwości, jeśli chodzi o dobór dróg, terenu, korzystania ze środków komunikacji, zyskanie czasu, mniejsze zmęczenie. 

Plandeka ultralight po rozłożeniu.


Pytanie jest tylko takie, czy trzeba na to wydawać majątek? W obecnych czasach nie. Oczywiście topowe produkty znanych firm będą bardzo drogie. Na szczęście popularność tego typu wędrówek sprzyja popytowi a tym samym powstawaniu szerszej oferty również innych producentów. Rzeczy ze średniej półki potrafią spełniać wystarczająco swoje funkcje w każdych zwyczajnych warunkach poza tymi ekstremalnymi, gdzie wymagany jest sprzęt naprawdę z najwyższej półki.

Mały i lekki palnik spirytusowy.

Ile trzeba wydać? To zależy już od osobistych potrzeb, ja myślę że w granicach 2000 – 3000 zł jest możliwe skompletowanie bardzo dobrego lekkiego ekwipunku. Oczywiście nie musimy wszystkiego kupować na raz. Ja swój ekwipunek uzupełniałem stopniowo i cały czas jest on w trakcie zmian, coś do niego dodaje lub odejmuję, bo np. nie spełnia moich oczekiwań. Nie da się za pierwszym razem wszystkiego kupić i być w 100% z wszystkiego zadowolonym. Dlatego uważam rozsądniejsze jest kupowanie rzeczy pojedynczo. 

Lekkie składane plastikowe naczynia służące za miskę i kubek



Mój sprzęt ultralight.


Na mój sprzęt ultralight składa się obecnie m.in.:

  • rower gravel ok. 11 kg
  • namiot 1 os. ok. 1,4 kg 
  • materac dmuchany 550 g 
  • karimata tzw. kostka niemiecka 200-300 g 
  • tarp z olinowaniem ok. 650 g 
  • moskitiera z podłogą 250 g 
  • ultralekka plandeka z olinowaniem i śledziami 450 g 
  • torby baikepackingowe na rower 2 x 440 g
  • sakwy rowerowe z ultralekkim bagażnikiem ok. 1,7 kg 
  • karimata tradycyjna ok. 250 g 
  • hamak z taśmami i karabinkami – ok. 600 g 
  • bardzo mały i lekki palnik gazowy - 25 g
  • palnik spirytusowy - ok. 100-150 g
  • mała kuchenka na drewno - ok. 200 g
  • lekkie ubrania typu kurtka, polar itd. oraz lekkie buty
  • lekkie i małe naczynia do gotowania i jedzenia
  • lekki plecak na 1-dniowe wędrówki górskie i na rower.

Lekka konfiguracja do spania z hamakiem: hamak, karimata, tarp i moskitiera


Poszczególny sprzęt dobieram w zależności do typu i rodzaju wędrówki. O jego części pisałem już na blogu. O innych rozwiązaniach, jakie obecnie stosuję postaram się Wam napisać w przyszłości.

 

🚲 Rowerem przez pogranicze Mazowsza i Podlasia



120 km trasa rowerowa przez malowniczą dolinę rzeki Liwiec i Ziemię Łukowską. Wycieczka umożliwi zobaczenie różnorodnych atrakcji na mało znanym pograniczu Mazowsza i Podlasia. Wśród nich m.in. Zamek Książąt Mazowieckich w Liwie, urokliwa meandrująca rzeka Liwiec, której piękno będziemy mogli zobaczyć m.in. z miejscowego wzgórza Sowiej Góry, Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego, Obszary Natura 2000, jeden z najstarszych rezerwatów w Polsce "Rezerwat Jata" z unikatową puszczą jodłową, miejsca pamięci, zabytkowe świątynie, kapliczki i wiele wiele więcej. 


Na końcu trasy atrakcją będzie również wizyta nad zalewem Zimna Woda pod Łukowem, gdzie powstaje dobrze wyposażone miejsce do rekreacji i odpoczynku.


CHARAKTERYSTYKA TRASY
Trasa jest jednym z wariantów jakim można dostać się do opisanych atrakcji. Szlak ten nie jest w żaden sposób oznakowany w terenie, choć przebiega w kilku fragmentach po innych miejscowych szlakach pieszych i rowerowych. 


Trasa w około 70-80 % biegnie po drogach utwardzonych - asfaltowych i szutrowych. Pozostała część trasy, to odcinki dróg gruntowych, miejscami trudnych do przejechania. Na trasie występuje w zasadzie jedna poważniejsza przeszkoda. Jest to fragment zalanej drogi (w porze suchej wody tam nie powinno być), gdzie trzeba przeprowadzić rower przez ok. 15 m płytki strumień ze stabilnym dnem. 


W kilku miejscach trzeba też zwracać szczególną uwagę na przebieg trasy. Newralgicznym miejscem może być tama na rzece Liwiec, której grzbietem trzeba przeprowadzić rower po kładce i po drugiej stronie przejechać przez łąkę, między starorzeczami wydostając się do granicy lasu. 


Miejsca wszystkich istotnych trudności zaznaczyłem na powyższej mapce. Dzięki tym urozmaiceniom trasa mimo dłuższego dystansu nie jest przez to tak monotonna. Jednym słowem przygoda pełną gębą!


Dystans trasy jest do przejechania w ciągu jednego długiego letniego dnia. Czasu jest wystarczająco na przejazd ze średnią prędkością, pokonanie przeszkód, zwiedzenie najciekawszych atrakcji na trasie. Jeżeli chcesz jechać tempem bardzo relaksacyjnym i do tego często się zatrzymywać, warto trasę rozłożyć sobie na dwa dni.

Trasę można przejechać w zasadzie każdym rowerem z pominięciem roweru szosowego na wąskich oponach i roweru miejskiego bez przerzutek.

(Trasę można pobrać w formacie GPX kliknij przycisk "pobierz trasę").
 

DOJAZD
Z uwagi na to, że jest to trasa tranzytowa, jej koniec nie będzie w tym samym miejscu, co start. Trasa może biec w dowolnej kolejności zarówno z Siedlec do Łukowa jak i z Łukowa do Siedlec. Oba miasta są dobrze skomunikowane transportem kolejowym. 

OPIS NAJWAŻNIEJSZYCH ATRAKCJI

Obszar Natura 2000 Dolina Liwca 



Dolina Liwca jest obszarem o powierzchni 23,6 tys. ha. Teren ten rozciąga się nad rzeką Liwiec, będącej dopływem Bugu. Rzeka Liwiec posiada urozmaicone brzegi – od wysokich skarp po płaskie mielizny, otwierające widok na rozległe, malowniczo położone łąki i pastwiska. Częściowo jest ona uregulowana, choć występują również odcinki o charakterze naturalnym, lokalnie w dolinie napotyka się na wtórne zabagnienia. Obszar doliny pokryty jest głównie przez łąki i pastwiska, nielicznie występują łęgi olchowe i olchowo-jesionowe oraz niewielkie skupiska lasów iglastych. Na terenie tym znajdują się także trzy kompleksy stawów rybnych. Dolina Liwca jest cenną ostoją ptaków wodno-błotnych, w której występuje, co najmniej 20 gatunków ptaków z załącznika I Dyrektywy Ptasiej oraz 5 gatunków z Polskiej Czerwonej Księgi, są to m.in.: cyraneczka, cyranka, kulik wielki, rybitwa białowąsa, brodziec piskliwy, perkoz rdzawoszyi, rycyk czy ortolan. Jednakże dużym zagrożeniem tego regionu były przeprowadzane melioracje na początku lat 90-tych osuszające tereny lęgowe wielu gatunków ptaków. (http://natura2000.org.pl/)

Kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Niwiskach



Pierwszy kościół - nieznanej fundacji - istniał już w 1300 r. Współcześnie istniejący murowany kościół parafialny został wybudowany w 1787 r. w stylu klasycystycznym dzięki ofiarności Kazimierza Ossolińskiego, podkomorzego mielnickiego. 

Bryłę kościoła w stylu salowym o jednej nawie o narożach wewnątrz zaokrąglonych zamyka nieco węższe kwadratowe prezbiterium usytułowane po północnej stronie. Po bokach prezbiterium znajdują się prostokątne przybudówki, mieszczące w przyziemiu kruchtę i zakrystię, ze sklepieniami kolebkowo-krzyżowymi, zaś w górnej kondygnacji dwie przeszklone loże. We wnętrzu kościoła ściany rozczłonkowane zostały parami pilastrów toskańskich dźwigających belkowanie z fryzem tryglifowym i gzymsem modylionowym. Kościół posiada płaski strop oraz fasadę trójosiową, rozczłonkowaną pilastrami, w polach bocznych nisze z figurami śś. Józefa i Antoniego. Przy wejściu do kościoła widnieje tablica fundacyjna z datą 1787 z napisem wygrawerowanym na blasze przez Jana Sowińskiego.Barokowy ołtarz główny pochodzi z I poł. XVIII w. i jest ozdobiony elementami rokokowymi, z bramkami po bokach z rzeźbami z tego czasu Chrystusa ukrzyżowanego w polu głównym, Matki Bożej oraz św. Jana między kolumnami oraz śś. Piotra i Pawła nad bramkami. Na zasuwie widnieje obraz Wniebowzięcia Matki Bożej, w. XVIII, w zwieńczeniu ołtarza obraz Koronacji Matki Bożej z tego okresu. Kościół posiada 4 ołtarze boczne: dwa w stylu późnego baroku. Po lewej stronie z obrazami (I poł. XVIII w.) z obrazami śś. Dominika i Róży z Limy oraz z mensą ozdobioną herbem Roch lub Kolumna oraz obrazami Matki Bożej Różańcowej (XVIII w.) w polu głównym i w zwieńczeniu Imienia Jezus z tego okresu, po prawej zaś z obrazami patrona parafii św. Stanisława Biskupa, sygnowany F. Stelmaski 1901 r. oraz obrazem stygmatów św. Franciszka w zwieńczeniu. Dwa pozostałe ołtarze wykonane są w stylu rokoko i pochodzą z II poł. XVIII w., po lewej: z obrazem św. Józefa z Dzieciątkiem (XVIII w.); po prawej z obrazem św. Kazimierza (XVIII w.) oraz pod zasuwą obrazem śś. Piotra i Pawła sygnowanym nazwiskiem F. Stelmaski 1904 r. . Kościół posiada barokową ambonę zwieńczoną rzeźbą Chrystusa Dobrego Pasterza z XVIII w. oraz w tym samym stylu wykonaną chrzcielnicę. (*http://parafianiwiski.pl/)

Zamek Książąt Mazowieckich w Liwie


Początki zamku w Liwie sięgają I poł. XV w. Gotycka warownia została zbudowana na zlecenie księcia mazowieckiego Janusza I Starszego nad rzeką Liwiec będącą wówczas granicą księstwa mazowieckiego i Litwy. Zamek jest jedynym tego typu zabytkiem na pograniczu mazowiecko-podlaskim. 



Zespół zamkowy obecnie składa się z wieży i murów pozostałych z obronnego zamku gotyckiego zniszczonego podczas „potopu” szwedzkiego i wojny północnej oraz barokowego dworu starostwa liwskiego zbudowanego w 1782 r. w. Od 1963 r. jest siedzibą Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie. Muzeum prezentuje militaria z całego świata, od zabytków z epoki rzymskiej po broń XX wieku. Kolekcja zawiera broń palną, białą – w tym duży zbiór bagnetów z 20 krajów – drzewcową, mundury, zbroje i hełmy. Wystawie broni towarzyszy kolekcja malarstwa i grafiki: dzieła m.in. Wojciecha i Jerzego Kossaków, Tadeusza Ajdukiewicza, Stefano Della Belli, portrety sarmackie, sceny batalistyczne, wizerunki sławnych wodzów. Wystroju wnętrz dopełniają zabytkowe meble i tkaniny z XVII – XIX w. Zwiedzając sale zamkowe można rozmyślać w jaki sposób i dlaczego broń przeszła tak oszałamiającą ewolucję oraz snuć refleksje na temat roli broni w dziejach ludzkości. (*http://liw-zamek.pl/)

Sowia Góra – punkt widokowy na dolinę Liwca

To słynne na okolicę dość wysokie wzgórze, z którego rozpościera się przepiękny widok na dolinę Liwca, na wielkie i nieregularne zakole tej rzeki, nad którą w okresie od wiosny do lata odpoczywają okoliczni mieszkańcy i turyści. Patrząc na rozległe łąki, zamek i kościół w Liwie a także widoczne z tego miejsca wiatraki umiejscowione w gminie Korytnica, możemy cieszyć wzrok nietypowymi jak na tą okolicę krajobrazami.


Sowia Góra to nie tylko ładne widoki, ale też bardzo stara historia związana z tym szczególnym wzgórzem. Najstarsi mieszkańcy okolicy w swych wspomnieniach mówią o legendach sięgających prehistorii owianej mrokami tajemnic. Dla ludów pierwotnych wzniesienie to, które wyraźnie dominowało nad otoczeniem, było miejscem odprawiania obrządków ku czci słońca i drzew oraz zaklętych w nich bożkach.



Legendy mówią o tym, iż czarownice zlatywały się tu z odległości nawet kilkuset kilometrów aby decydować o losach okolicznych mieszkańców. Od wieków mówiono o zakopanym skarbie czy garncu złota, inni zaś wskazywali na śpiących u stóp góry rycerzach. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie u podnóża wzniesienia grodziska sprzed kilku tysięcy lat. Sowia Góra to niezwykłe miejsce, owiane aurą tajemniczej przeszłości. W poczatkach naszej ery były tu siedliska ludzkie, później cmentarzysko z kultowym kręgiem z głazów narzutowych, następnie służyła jako miejsce pogańskich obrzędów Kupały. (*https://powiatwegrowski.pl/).



Na szczycie wzgórza znajdują się stoły z ławkami, gdzie można zrobić sobie przerwę na posiłek i odpoczynek. Znajduje się tu też mała ścieżka przyrodnicza dla dzieci.

Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego



Główny obiektem tego zespołu jest obszerny modrzewiowy dwór wzniesiony w Suchej w 1743 roku z inicjatywy Ignacego Cieszkowskiego kasztelana liwskiego. Pozostałe obiekty to m.in.:
  • Oficyna dworska (leśniczówka) z piwniczkami, 
  •  Organistówka z około połowy XIX wieku z Mokobod, 
  • Wiatrak Holenderski z Ostrówka, który zachował dawny mechanizm, 
  • Karczma Plebańska z około 1900 roku ze Skrzeszewa nad Bugiem, 
  • Dworek Miejski z około 1850 roku z Siedlec,
  • Chałupy - jedna z około 1860 roku (gdzie między innymi miał ukrywać się ks. Stanisław Brzóska) z miejscowości Szaniawy Matysy, druga z 1888 roku z Jagodnego, gdzie urządzona jest izba chłopska i komora z narzędziami pracy
  • Dwór klasycystyczny z 1825 roku z Rudzienka koło Kołbieli
  • Dworek miejski z Siedlec z poł.XIX w
  • Kuźnia z wozownią.





(Informacje o godzinach otwarcia i biletach wstępu 2020 r.) (*https://sucha.podlasie.pl/)

1000 - 1500 - wtorek - piątek
1100 - 1700 - sobota, niedziela i święta
(w poniedziałki nieczynne)

Płatność tylko gotówką

normalny - 6 zł
ulgowy - 5 zł
fotografowanie wnętrz dworu: 4 zł
fotografowanie parku: 2 zł


Obiekt przed kilkoma laty stracił właściciela i niestety od tego czasu stan obiektów skansenu jest coraz gorszy. Brakuje funduszy na ich należyte utrzymanie. Trwa sprawa przejęcia dworu i skansenu przez Skarb Państwa. To jedyna  na tą chwilę szansa na ratunek tych unikatowych zabytków. Mimo wszystko warto zwiedzić zarówno dwór jak i skansen, ceny biletu jest bardzo symboliczna.

Kościół barokowy z 1788 roku w Wyszkowie



Pierwszy kościół został wybudowany w 1407, uposażony w 1478 przez Jana Litawora Chreptowicza, kanclerza królewskiego. Kolejny wybudowany w 1676 r. przez Emerencjanę Mleczko. Obecny kościół parafialny murowany w stylu barokowo-neoklasycystycznym, wybudowany w 1788 r. przez Aleksandra Ossolińskiego, miecznika litewskiego. Został konsekrowany w 1837 przez Bpa Jana Marcelego Gutkowskiego. (*https://pl.wikipedia.org/)

Dom Pracy Twórczej Reymontówka




Mieści się on w zabytkowym dworku wybudowanym w połowie XIX w. dla rodziny Różańskich. W 1926 r. dworek wraz z 300 ha gruntów kupiła wdowa po Władysławie Reymoncie - Aurelia, przeznaczywszy na ten cel część pieniędzy z nagrody Nobla, jaką otrzymał Reymont za powieść "Chłopi". Za rządów Aurelii Reymontowej Chlewiska przeżywają czasy największej świetności, między innymi dobudowano wtedy wschodnią część dworu, domek ogrodnika oraz nową bramę wjazdową z ogrodzeniem w stylu podhalańskim.

Również w tym czasie uporządkowano park i ogród, wytyczono nowe aleje, posadzono oryginalne drzewa, krzewy i kwiaty zgodnie z panującą modą. W 1939 r. dwór wraz z majątkiem kupił Feliks Tymieniecki, prezes spółki węglowej "Węglobok". Po kilkakrotnej zmianie właściciela zespół dworsko - parkowy zakupił w 1981 r. Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach. Powołano tutaj Dom Pracy twórczej "Reymontówka". 


„Reymontówka” to zabytkowy dwór z zapleczem hotelowym dla 50 osób i rekreacyjnym (korty tenisowe, stadnina koni, basen dla dzieci, mini skansen, piękny park z zabytkowym drzewostanem i stawami) z bogatą działalnością kulturalną, edukacyjną i artystyczną.(*http://www.reymontowka.art.pl/)


Rezerwat Przyrody  "Jata"


Przedmiotem ochrony (według aktu powołującego) jest zachowanie wielogatunkowego lasu o charakterze naturalnym z udziałem jodły, występującej tu na północno-wschodniej granicy swego zasięgu.

Rezerwat pod względem prawnym został utworzony 21.03.1933 roku z inicjatywy prof. W. Szafera - wybitnego polskiego przyrodnika. W dniu 4.08.1952 roku dokonano jego restytucji (przywrócenia). Rezerwat zyskał wtedy jednocześnie statut ścisłego. Wreszcie 7.05.1984 roku powiększono rezerwat o 780 ha (rezerwat częściowy) tworząc istniejącą do dziś formę ochrony przyrody o łącznej pow. 1117 ha (z czego 337 ha to rezerwat ścisły).

Drzewostany rezerwatu tworzą jodła, jawor, dąb, świerk, sosna oraz mniej licznie lipa, klon, wiąz, olsza i jesion. Znaczna część tego drzewostanu to ponad 100-letni starodrzew.

W warstwie runa rezerwatu występują gatunki rzadkie i objęte ochroną lub charakterystyczne dla innych stref geograficznych i klimatycznych. Występujące tu gatunki objęte ochroną, to: widłak jałowcowaty, widłak goździsty, wawrzynek wilczełyko, orlik pospolity, bluszcz pospolity, lilia złotogłów, widłak jałowcowaty, widłak goździsty, bagno zwyczajne, podkolan biały, a objęte ochroną częściową to m.in. kruszyna pospolita, kalina koralowa, kopytnik pospolity, przytulia wonna, porzeczka czarna.

Na terenie rezerwatu stwierdzono występowanie między innymi gatunków –
  • płazów, np. traszka grzebieniasta, 
  • gadów: zaskroniec zwyczajny, padalec, żmija zygzakowata,
  • ptaków, tj. m.in. orlik krzykliwy, orzechówka, mysikrólik zwyczajny, gil, krzyżodziób świerkowy, bocian czarny, brodziec samotny, dzięcioł średni, muchołówka mała, puchacz zwyczajny, trzmielojad zwyczajny, 
  • ssaków: łoś, jeleń, sarna, dzik, 12 gatunków nietoperzy, a także wilk.




Na terenie rezerwatu miały miejsce wydarzenia historyczne z czasów Powstania Listopadowego, Powstania Styczniowego (ks. Stanisław Brzóska) oraz II Wojny Światowej (obóz partyzancki). Na trasie zobaczymy pomnik pamięci ks. Brzóski z 1928 wybudowany w 63 rocznicę śmierci bohatera powstania styczniowego oraz miejsce egzekucji powstańców (już poza granicami rezerwatu).  (*https://pl.wikipedia.org/)